Alpinista

Blondynka de lux. Wysoka do nieba, z dorodnym cieniem. Przez niebezpieczny moment zapragnął się zwierzyć, że się tego cienia nie boi, wręcz marzy, by go ogarnął.

Wiele z tego, co mówimy do obcych w barze, naznaczone jest potrzebą robienia wrażenia. Chciał tego uniknąć. Milczał więc i wpatrywał się w nią jak przez wizjer aparatu, albo lornetkę. Wyglądało na to, że z naukową precyzją opracowuje logiczny system, nanosi na mapę punkty orientacyjne. Mamrotał coś przy tym i wzdychał. „Wspinałbym się…” – oświadczył nagle.

Podobam się Panu? Zapytała, a może stwierdziła Blond Góra z cieniem, przechodząc obok. Nie czekając na odpowiedź, zniknęła. Gdy już opadło zdumienie, wdaliśmy się we wrzaskliwą dyskusję na temat niedostatku świętości w naszych czasach.

Komentarze